Od mody do głębokiego przekonania

Chcieliśmy, żeby o weganizmie mówiło się dużo i pozytywnie. I tak się właśnie zaczyna dziać. Trudno nadążyć z relacjonowaniem kolejnych wydarzeń i doniesień w mediach. Czasem jednak w kontekście weganizmu pojawia się niepokojące słowo moda, jak np. w tekście „Bycie weganinem jest modne! Na czym polega?”, opublikowanym właśnie w dziale poświęconym zdrowiu na portalu dziennik.pl.

Ulotka truskawka 2014.cdr

Moda kojarzy się z sezonowym i często powierzchownym wyborem. Dziś duże okulary przeciwsłoneczne z plastikową oprawką, w następnym sezonie mniejsze i zdecydowanie oprawione w metal. Dziś weganizm, a jutro jakaś inna dieta, a może w ogóle inna postawa i inne przekonania? Byłoby oczywiście nierealistyczne oczekiwać, że każdy, kto usłyszy o weganizmie i zechce go spróbować, przyswoi go jako jeden z najważniejszych wyborów swojego życia. Jednak zawsze warto podkreślać, że jest to bardzo ważny i poważny wybór. Jest to przecież odmowa wspierania przemocy wobec zwierząt, a nie nowy kapelusz w kolorze zgodnym z trendami wyznaczanymi przez stylistów. Czy chcielibyśmy, żeby brak przemocy domowej był zaledwie modą? Lub odpowiednia zapłata za pracę w godnych warunkach? To nie są błahe problemy, podobnie jak nie jest błahe cierpienie i śmierć zwierząt.

Ktoś może powiedzieć: zwierzęta nie pytają dlaczego dana osoba nie chce płacić za produkty zwierzęce, ważne, że nie płaci. Tak, ale ważne jest nie tylko, czy nie robi tego dziś, ale czy zachowa tę postawę na następne lata i czy będzie inspiracją do trwałej zmiany następnych. Jeśli chcemy, żeby nasze codzienne wybory miały siłę sprawczą i powodowały odejście od hodowli i rzezi zwierząt, musimy sprawić, żeby stawały się stopniowo normą społeczną. To musi być stały trend, a nie chaotyczna fluktuacja. Mody są nietrwałe i z definicji są tymczasową propozycją, ot jakąś tam opcją, odpowiednią w jakimś czasie. Ich ważność ulega przeterminowaniu. Waga czyjegoś bólu, samotności, stresu, cierpienia i strachu nie.

Wspomniany artykuł mówi o diecie wegańskiej dosyć pozytywnie. Jest podany przykład kogoś, kto lepiej się poczuł po zmianie sposobu odżywiania, jest rozsądny cytat z największego opracowania naukowego dotyczącego m.in. weganizmu, jest mowa o poszerzaniu kulinarnych horyzontów. Z pewnością wiele osób, które dotychczas jadło śmieciowe jedzenie może poczuć się lepiej, kiedy sięgnie po owoce i warzywa. Unikałbym jednak przedstawiania diety wegańskiej jako uniwersalnego sposobu na dobre samopoczucie i odpowiednią wagę. Pisze o tym również jedna z największych specjalistek od wegańskiego żywienia, Virginia Messina, w tekście „Should You Go Vegan to Get Skinny?”. Przedstawianie diety roślinnej jako niezawodnego sposobu na zachowanie zdrowia to czasem rozbudzanie płonnych nadziei. I z pewnością recepta na dużą grupę rozczarowanych, którzy zawiedzeni sięgną później po inną modną dietę.

Stwierdzenie „nie można być wegetarianinem czy weganinem na własną rękę. Istotna jest odpowiednie dietetyczne poradnictwo” też wymaga małego komentarza. W dzisiejszym świecie widać tendencję do „profesjonalizacji oczywistości”, jak to nazywa Ben Goldacre, naukowiec i autor bardzo interesujących książek „Bad Pharma” i wydanej w Polsce „Lekarze, naukowcy, szarlatani. Od przerażonego pacjenta do świadomego konsumenta”. Daleki jestem od twierdzenia, że poradnictwo dietetyczne jest niepotrzebne. Przeciwnie! Każdy, kto napotyka nietypowe problemy związane z żywieniem, od których zależy jego zdrowie, powinien zasięgnąć porady specjalisty. Sami zresztą umożliwiamy spotkania ze specjalistami, choćby w ramach wykładów przy okazji Tygodnia Weganizmu. Rzecz jednak w tym, że większość z nas jest wyposażona w dosyć typowe organizmy i w wielu przypadkach wystarczy stosowanie pewnych ogólnych i zdroworozsądkowych zasad żywienia. W przypadku weganizmu będą to np.:

– różnorodność: nie powtarzamy codziennie tego samego zestawu dań, unikamy monodiety, innymi słowy – jemy np. zarówno różne kasze, jak i ryż i makarony z różnych mąk, a nie codziennie kaszę gryczaną przez cały rok. Każdy produkt ma pewien sobie właściwy zestaw witamin i -mikro oraz makroelementów, dajmy szansę organizmom na spotkanie z różnymi zestawami

– stosowanie różnych technik kulinarnych: np. ograniczenie się wyłącznie do tego, co surowe, nie znajduje podstaw naukowych jako metoda na prawidłowe ułożenie diety

– jedzenie produktów z tzw. różnych grup pokarmowych: białko, węglowodany, tłuszcze, warzywa, owoce, pamiętając o umiarze w przypadku tłuszczu (co jest powszechnie wiadome)

– regularne jedzenie: nie chodzi o tryb wojskowy, raczej o pamiętanie, że dzień ma wiele godzin i organizm potrzebuje stałego dopływu paliwa. Warto zatrzymać się chwilę przy jedzeniu i znaleźć czas zarówno na śniadanie, jak i na obiad i kolację, o deserze nie zapominając (ponieważ jest przyjemny i nie musi być niezdrowy)

– suplementacja: weganie i weganki powinni pamiętać o dodawaniu witaminy B12 do diety. Nie jest to trudne i jest efektywnym sposobem zapobieżenia niedoborom. Warto także pamiętać o dodatku witaminy D – jest to problem dotyczący całej populacji, nie tylko wegan i weganek

Dieta wegańska, jak każda, ma pewne specyficzne zagadnienia, w które ciekawie jest się wgłębiać i warto to zrobić (np. który tłuszcz jest najlepszy, kiedy rezygnuje się z produktów zwierzęcych), jednak wizja weganizmu, który zawsze i w każdym przypadku musi się wiązać z wizytą u specjalisty jest po pierwsze grubą przesadą, po drugie receptą na zmarginalizowanie tego wyboru. Inna rzecz, że dobrze opracowanej (zrozumiałej i w języku polskim) i ogólnodostępnej literatury na temat diety wegańskiej jest za mało. Bardzo wielka szkoda.

Póki co zapraszam na stronę poświęconą aspektom zdrowotnym diety wegańskiej, gdzie znajdziecie wywiady i opracowania, które mogą się przydać zanim zaczniecie szukać porad specjalistów.

Dariusz Gzyra

30 Kwi 2013


Alicja Spodenkiewicz

Weganka od 2002 roku. W Empatii od tak dawna, że nie pamięta już od kiedy. Jest lekarką weterynarii. Pracuje dla organizacji pozarządowych. Prowadzi dom tymczasowy OGON- Opieka nad Gryzoniami Odrzuconymi i Niechcianymi. Trafiają tam zwierzęta uratowane przed śmiercią w laboratoriach. Być w środowisku prozwierzęcym i nie znać Alicji to niemal niemożliwe.

Pomóż nam działać

Wspieraj Empatię

Darowizna

Podaj kwotę

1procentpodatku

Przekaż