Przeterminowane ryby


 Przeterminowany może być towar, nie zwierzęta. Niestety, kiedy je zjadamy, stają się w naszych oczach towarem. Czy słyszał ktoś bowiem, wnaszej części świata, o przeterminowanym psie? Pytanie z grubsza retoryczne. Psia szynka? Nigdy. Psi smalec? Zgroza! Sucze mleko? Tylko dla szczeniąt. Pies przyjaciel? Tak.

10535625_10152689980149140_6579830650053980222_o

Na stronie portalspozywczy.pl przeczytałam niedawno:

„Kontrole inspekcji weterynaryjnej w kilku firmach z regionu pomorskiego, w tym w Morpolu, zakończyły się wnioskami do prokuratury. Inspektorzy zabezpieczyli przeterminowane ryby. Ponad 14 ton znaleźli w przetwórni w Duninowie – informuje serwis gp24.pl (…) „Inspekcja weterynaryjna poinformowała, że forma Epigon zakupiła 142 tony przeterminowanej ryby, po czym ryba z powrotem znalazła się w magazynach, ale już ze zmienioną datą przydatności do spożycia.” [1]

Przeterminowany może być towar, nie zwierzęta. Niestety, kiedy je zjadamy, stają się w naszych oczach towarem. Czy słyszał ktoś bowiem, w naszej części świata, o przeterminowanym psie? Pytanie z grubsza retoryczne. Psia szynka? Nigdy. Psi smalec? Zgroza! Sucze mleko? Tylko dla szczeniąt. Pies przyjaciel? Tak. Pies członek rodziny? Oczywiście. Czasem pies bezdomny albo pies w schronisku. Ale i ludziom zdarza się podzielić taki los. Bywa i pies maltretowany a nawet zabity, ale nie traktujemy tego jako normy. Odpowiednie przepisy mogą służyć temu, by ukarać sprawcę. Pies zaliczony do tzw. zwierząt domowych ma uprzywilejowaną pozycję w stosunku do zwierząt zaklasyfikowanych jako „gospodarskie”. Bezimienne świnie, kury, krowy czeka hodowla i ubój. Liczone w tonach ryby, jeśli nie hodowane lecz łapane prosto z morza czy rzeki, są określane jako „zasoby naturalne”. Często wymienia się je, jednym tchem, obok grzybów, a w skali makro są taką samą częścią gospodarki jak węgiel czy gaz ziemny. Ostatecznie są również traktowane jak rzecz.

Pytanie o „przeterminowanie” psa nazwałam retorycznym tylko „z grubsza” nie bez powodu. Choć nie trafia u nas do lodówki czy garnka, to jednak nie zawsze jest przyjacielem i domownikiem. Unika co prawda życia w warunkach jakie znosić muszą – zgodnie z bezwzględnym, szowinistycznym prawem – zwierzęta „rzeźne”, i nie czeka go przedwczesna śmierć w tak podłym miejscu jakim jest ubojnia, bywa jednak traktowany jako narzędzie.

Jest używany w tzw. dogoterapii i jako pomoc w przemieszczaniu się osób niewidomych. Wykorzystuje go ratownictwo górskie czy straż graniczna. Często jest też używany do pilnowania terenu, czy alarmowania o zbliżających się obcych. W takim kontekście rozmowa o „końcu ważności” zaczyna, niestety, nabierać wymiernego sensu. Narzędzie terapeutyczne może stracić cierpliwość do kolejnej sesji macania i poszturchiwania. Pies odgrywający nadaną mu rolę ratownika, strażnika, stróża czy przewodnika zacznie się starzeć, zmysły się stępią, przybędzie za to dolegliwości, chorób i kosztów leczenia.

Wtedy dotychczasowy użytkownik może zechcieć go wymienić. W końcu, w dalszym ciągu pragnie mieć do dyspozycji sprawne narzędzie. A że jest ono zwierzęciem, ma drugorzędne znaczenie. Przecież to potrzeba pojawiła się najpierw i ktoś podsunął sposób jej zaspokojenia poprzez użycie zwierzęcia. Czy nie zdarza się, że użytkownik przywiąże się do swojego narzędzia, a nawet zaprzyjaźni i pokocha? Pewnie że takie przypadki się zdarzają. Jednak nie są i nie muszą być regułą. Jest bardzo prawdopodobne, że niepotrzebne już zwierzę zostanie komuś oddane bez względu na stopień przywiązania do ludzi czy zwierząt, z którymi do tej pory mieszkało. Możliwe jest również, że przy pierwszej okazji, gdy choroba będzie wymagała większych wydatków na leczenie, pies zostanie uśmiercony.

Traktowanie zwierzęcia jak narzędzie, instrument ma jak widać wymierne konsekwencje. Korzyści odnosi użytkownik. Używany ponosi koszty, doznaje krzywdy. W przeciwieństwie do prawdziwych rzeczy, takich jak odtwarzacz DVD, detektor lawinowy, biała laska dla niewidomych czy detektor ruchu, ziemniak czy fasola, zwierzęciu nie jest wszystko jedno, co się z nim dzieje. Niezależnie od tego jak bardzo nam to na rękę traktować je jak rzeczy, zwierzęta rzeczami nie zostaną. Nauka, chcąc nie chcąc, coraz częściej przyznaje, że wiele zwierząt ma bogate życie wewnętrzne, które nie objawia się tylko burczeniem w żołądku i skokami popędu płciowego, ale oznacza złożone zdolności poznawcze, bogate życie emocjonalne, zdolność do odczuwania przyjemności, a także bólu i cierpienia. Dotyczy to z pewnością kręgowców, a więc psa, kota, świni, krowy, kury, a także i ryb.

Naszym zapędom do instrumentalnego traktowania zwierząt nie ma końca. Przykłady z psem są nie tylko stosunkowo „delikatną” wersją, ale także czubkiem góry lodowej. Nawet te 140 ton „przeterminowanych” ryb nie mówi jeszcze wiele o skali eksploatacji zwierząt jakiej się dopuszczamy. W samej Polsce, zwierząt lądowych – ssaków i ptaków – zabijanych dla przemysłu spożywczego jest 600 milionów rocznie. W skali świata, to 60 miliardów. Zabijanych ryb nikt nie jest w stanie zliczyć.

Podczas gdy maltretowany pies cierpi z powodu okrucieństwa swojego właściciela, to umieszczona w kojcu porodowym świnia cierpi z powodu zgody lub obojętności społeczeństwa. Dla niewielkiej garstki zwierząt przygotowaliśmy naszą empatię, szacunek i gabinety weterynaryjne. Dla ogromnej grupy – obojętność, pogardę i inspekcję weterynaryjną służącą głównie temu, by produkty w jakie nieodwracalnie zamieniamy zwierzęta w rzeźni wyjechały stamtąd w stanie niezagrażającym zdrowiu ludzi. Jednak zwierzęta, niezależnie od tego jak byśmy tego chcieli, nie zamienią się w roboty. Czują, myślą, cierpią i chcą żyć. Pies, świnia, krowa, kot, kura, owca czy koza.

Wymyślamy różne uzasadnienia, by niewolić, krzywdzić, skazywać na cierpienie i zabijać zwierzęta. Odwracamy uwagę od naszego w tym udziału na różne sposoby. Zajmujemy się jedzącymi psy ludźmi z Azji, tworzymy klasyfikacje „lepszych” i gorszych sposobów zabijania, twierdzimy, że nie możemy obejść się bez mięsa, mleka czy jajek, podczas gdy odpowiednia dieta nie polega na dostarczaniu określonych produktów lecz składników odżywczych. A przecież pierwszym krokiem jaki możemy zrobić jako indywidualne osoby jest odrzucenie traktowania zwierząt jak rzeczy i przejście na weganizm.  Dieta roślinna + witamina B12 produkowana na kulturach bakterii zapewnia nam to, czego potrzebuje organizm.

Obecnie wartość „produkcji zwierzęcej”, czyli przede wszystkim mięsa, mleka i jaj to około 55% wartości produkcji rolniczej w Polsce. Produkcja roślinna to 45% [2]. Zwiększając ilość ludzi odżywiających się dietą roślinną, przeciwnych eksploatacji zwierząt możemy w przyszłości odwrócić te proporcje. Prawdziwie cywilizowane społeczeństwo nie będzie opierać swojej gospodarki na cierpieniu i zabijaniu zwierząt, lecz zwróci się ku produkcji roślinnej, do czego skądinąd nakłania już niejeden raport dotyczący ochrony środowiska, oszczędzania zasobów takich jak ziemia, woda, paliwa kopalne i ograniczenia emisji gazów cieplarnianych i ogólnie – zanieczyszczania środowiska. Mahatmie Gandhiemu przypisuje się taki cytat: „Bądź zmianą, którą chcesz ujrzeć w świecie.” Aby stworzyć takie, etycznie postępowe społeczeństwo, musimy stać się takimi ludźmi tu i teraz.

Katarzyna Biernacka

Przypisy:
1. http://www.portalspozywczy.pl/inne/ryby/wiadomosci/kolejna-afera-z-zywnoscia-w-tle-inspektorzy-zabezpieczyli-przeterminowane-ryby,82066.html
2. „Organizacja i ekonomika produkcji mleka w Polsce, dotychczasowe tendencje i kierunki zmian”, Wojciech Ziętara, Roczniki Nauk Rolniczych, Seria G, T. 99. z.1, 2012


16 Lut 2013


Alicja Spodenkiewicz

Weganka od 2002 roku. W Empatii od tak dawna, że nie pamięta już od kiedy. Jest lekarką weterynarii. Pracuje dla organizacji pozarządowych. Prowadzi dom tymczasowy OGON- Opieka nad Gryzoniami Odrzuconymi i Niechcianymi. Trafiają tam zwierzęta uratowane przed śmiercią w laboratoriach. Być w środowisku prozwierzęcym i nie znać Alicji to niemal niemożliwe.

Pomóż nam działać

Wspieraj Empatię

Darowizna

Podaj kwotę

1procentpodatku

Przekaż